| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Tagi

O autorze

Napisz do mnie


 Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...



Poprawny CSS!

Wpisy z tagiem: trawa

piątek, 27 stycznia 2017
Na skraju drogi
Mignąłeś mi wśród zieleni tak, jak cień
I to był w życiu mem
Pamiętny dzień
 
Poszłam dalej
Lecz z sercem pełnem jakichś dziwnych drżeń
Oczarowały mnie
Błękitne oczy twe
 
To śmieszne
Raz jeden spojrzeć i zakochać się
To śmieszne
A jednak smutno mi i źle
 
Urzekły mnie błękitne oczy
I choć od wtedy minął długi czas
Ja wierzę wciąż
Że cię spotkam jeszcze raz
 
Błękitne oczy
Spojrzeniem jednem spokój skradły mi
I od tamtego dnia
Mój świat to ty
 
Żal serce toczy
Tęsknotą wszystkie chwile tchną
Błękitne oczy
Co nocy mi się śnią
 

Parafraza piosenki z 1937 roku.

Ważka

Ważka

sobota, 21 stycznia 2017

W lipcu w Ogrodzie Botanicznym Myślęcinek i na początku września na osiedlowej łące spotkałam dwóch różnych muzykantów. Pierwszy dawał piękny koncert skrzypcowy, a drugi szykował się do wieczornego występu z wiolonczelą.

Konik polny

Konik polny

Pasikonik zielony

Pasikonik zielony

środa, 21 grudnia 2016

Cztery miesiące temu przybyła na zwiady do mojego miasta Królowa Śniegu. Schowała się na łące pośród cienistych traw, bo było jej za gorąco. Chciała zorientować się, czy nastąpiło rzeczywiste ocieplenie klimatu i w jaki sposób powinna przygotować się do swojego właściwego nadejścia w pierwszy dzień kalendarzowej zimy.

Motyl

Motyl

sobota, 22 października 2016

Tuż koło lasu trawa zeschnięta,
co letnie słońce jeszcze pamięta
w złocistych barwach łodyg i kłosów
związanych w pęki, jak pukle włosów
właśnie do ziemi nisko się schyla.
Czyżby się do mnie ona przymila
i pokazuje złociste łany
leciutko zewsząd wiatrem muskane?

Jesienne trawy - Ewa Willaume-Pielka

Trawy

Trawy

Trawy

Trawy

sobota, 16 lipca 2016

W Bieszczadach wokół szlaku na Połoninę Caryńską widziałam ogromne ilości różnych motylków. Liczyłam na spotkanie z paziem królowej, ale go nie spotkałam. Niestety nie miałam siły ani czasu na poszukiwania i polowanie. Na łąkach w miejscowości uzdrowiskowej Polańczyk nad Jeziorem Solińskim, gdzie byłam zakwaterowana, też fruwało bardzo dużo motyli. W ciągu tygodnia zauważyłam w różnych zakątkach trzy razy rusałkę admirała. Jednego udało mi się sfotografować podczas odpoczynku.

Rusałka admirał

niedziela, 27 marca 2016

Zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną
na klombach mych myśli sadzone za młodu
Pod słońcem co dało mi duszę błękitną
i które mi świeci bez trosk i zachodu.

Rozdaję wokoło mój uśmiech, bukiety
rozdaję wokoło i jestem radosną
wichurą zachwytu i szczęścia poety
co zamiast człowiekiem powinien być wiosną!

Kazimierz Wierzyński - Zielono mam w głowie

Wiosna

 

Życzę Wam radosnych, pogodnych i zdrowych Świąt Wielkanocnych!


poniedziałek, 04 stycznia 2016

Pan Siedliszek Sześcioplamy przygotowuje się intensywnie do zawodów podczas Letnich Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro. Jego dyscyplina to skok o tyczce. Musi skoczyć minimum 5,70 metrów, aby otrzymać kwalifikację.

Siedliszek sześcioplamy

Siedliszek sześcioplamy

sobota, 02 stycznia 2016
Państwo Polowiec wybrali się na bal karnawałowy.
Pili ambrozję do białego rana.
Tańczyli walca, tango, sambę, rumbę i nawet kankana.

Motyle

Motyle

Motyle

Motyle

Motyle

wtorek, 29 grudnia 2015

Sierpniowe kwiatki na mojej osiedlowej łące. Od góry: cykoria podróżnik, powój i chaber.

Cykoria podróżnik

Powój

Powój

Chaber

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

JAK ROPUCHA O DESZCZ WALCZYŁA
Bajka wietnamska

Działo się to dawno temu, w czasie wielkiej suszy, gdy w dzień i w nocy ziemia dyszała od żaru, wiele roślin uschło, a w korytach rzek zamiast wody można było ujrzeć tylko suchy piach i rozgrzane kamienie. Gdyby susza trwała dłużej, podobny los spotkałby resztki jezior, a wszystkie żywe istoty padłyby z pragnienia.

I pewnie świat cały by zamarł, gdyby nie jedna, mała, dzielna ropucha. Zdeterminowana wyjrzała ze swej norki i zakumkała najgłośniej, jak potrafiła. W kumkaniu owym było słychać nie tylko żal, ale i wielkie cierpienie. I zapewne niejedna istota uroniłaby łzy, gdyby te od razu nie parowały.

- Kum, kum, kum! Kto mnie popiera, niech odpowie! Jeżeli susza się nie skończy, wszyscy umrzemy! Kto chce, niech zginie! Ale ja nie mogę już dłużej biernie przypatrywać się, jak ginie nasz świat. Idę do Niebiańskiego Władcy, aby prosić go o deszcz.

Pierwsze odpowiedziały pszczoły o ostrych żądłach:

- Fruniemy z tobą! I tak nie mamy nic do stracenia!

- I ja pójdę z tobą! - zapiał kogut o mocarnym dziobie.

- I ja też! - zaryczał wielki niedźwiedź, który potrafił wspinać się na drzewa.

Drużyna ropuchy ruszyła w kierunku szczytu najwyższej góry, na której znajdował się pośród chmur zamek Niebiańskiego Władcy. Po drodze do delegacji dołączył jeszcze tygrys o niespotykanej sile i ostrych pazurach.

A gdy dotarli do wrót pałacu władcy niebios, ropucha nakazała niedźwiedziowi:

- Wdrap się na wieżę. Znajduje się na niej wielki bęben. Uderzaj w niego tak mocno, jak tylko potrafisz, aby zwrócić na nas uwagę.

Tak też i dzielny niedźwiedź uczynił. A kiedy bębnił, odgłos bębna dotarł do uszu Niebiańskiego Władcy. Bardzo mu się to nie spodobało, gdyż akurat grał ze Szczęściem w szachy i wygrywał. Rozzłościł się srodze i posłał Groma na rozprawę z drużyną ropuchy.

Grom zagrzmiał, cisnął w ziemię błyskawicą, aż posypały się skry. Wojsko ropuchy zadrżało ze strachu, ale nie ropucha. Ta, bardzo dzielna, nie zmieszała się i przeszła do kontrataku:

- Pszczoły, żądlijcie!

Pszczoły posłuchały ropuchy i całą gromadą rzuciły się na biednego Groma. Pokąsały go tak dotkliwie, że aż z przerażenia czmychnął gdzie pieprz rósł, zanim nie usechł.

Niebiański Władca wezwał wtedy przed swoje oblicze jadowite liszki.

- Poraźcie ich swoim jadem.

Gdy liszki ruszyły do ataku, ropucha przytomnie nakazała kogutowi:

- Masz silny, nie od parady dziób! W tobie nadzieja!

- Co mam robić? - zapytał zdziwiony kogut.

- Zadziób je!

Kogut wypiął się dumnie i ruszył do boju. Skakał od jednej liszki do drugiej. Dzięki skrzydłom i sprężystym nogom uchylał się przed pokąsaniem, a w sprzyjającym momencie śmiertelnie dźgał przeciwników swym mocarnym dziobem. Po chwili, po pełzającej armii nie pozostało śladu.

Widząc, że kolejna bitwa została przegrana, Niebiański Władca wyprawił do boju całą swoją armię, jaka mu jeszcze pozostała.

Ropucha nie przejęła się tym i zakomenderowała:

- Teraz czas na tygrysa! Rozgoń to zgromadzenie!

I tygrys skoczył w sam środek tłumu niebiańskich duchów. Swymi groźnymi kłami i ostrymi pazurami wywołał wielką panikę. Część niebiańskiej armii poddała się, a część uciekła chowając się w zakamarkach pałacu. Niedźwiedź wciąż bił w bęben, wojsko ropuchy huczało gniewnie, aż w końcu zwierzęta uroczyście zwyciężyły. Przyparty do muru Niebiański Władca udzielił ropusze audiencji.

- Czego chcesz, ropucho, że wdzierasz się do mojego domu i awanturujesz się!? - zagrzmiał Niebiański Władca.

- Kum, kum, kum! O, władco niebios! Czyś o nas zapomniał! Od dawna nie posłałeś na ziemię ani kropli deszczu i wszystko wysycha. Rośliny zamieniły się w popiół, rzeki wyschły i nam także grozi wyginięcie!

Zadziwił się władca śmiałością ropuchy i rzucił spojrzeniem na świat. To, co ujrzał, wprawiło go w przerażenie. Od razu spuścił na ziemię dawno niewidzianą ulewę.

Ropucha z przyjaciółmi udali się w podróż do domu. Od tamtej pory, za każdym razem gdy świat ogarnia susza, ropucha woła do Niebiańskiego Władcy z ziemi "Kum, kum, kum", a ten zsyła upragniony deszcz.

Tekst: Michał Antosiewicz

Ropucha

Ropucha

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Młody pluskwiaczek postanowił spędzić pierwszy wakacyjny dzień na huśtawce. Bardzo spodobała się jemu ta rozrywka.

Pluskwiak

Pluskwiak

Pluskwiak

 
1 , 2